Alarmujące wyniki sypią się z serwisów informacyjnych niemal codziennie. Ceny strzelają w górę coraz wyżej pokonując pułapy dotychczas niewyobrażalne – w zeszły piątek było to już blisko 128 dolarów za baryłkę.

To, że tradycyjne surowce są na wyczerpaniu to oczywiście jest niedobrze. Szczęśliwie ich ceny gwałtownie podbija spekulacja giełdowa.

Dlaczego szczęśliwie? Dlatego, że oznacza to, iż wolny rynek obnaża prawdę.

Ci, którzy domagają się, lub zaraz domagać się będą, aby reżimy państwowe zrobiły „coś” z wysokimi cenami paliw i światową paniką cenową – domagają się działań obliczonych na zamaskowanie faktów.

Cena na wolnym rynku to informacja podstawowa, najważniejsza i niemal życiodajna.

Można sobie wyobrazić, że władzom udałoby się utrzymać przez klika lat cenę ropy na niedawnym poziomie 60 dolarów za baryłkę. Że polityka informacyjna, działania na rynku i kreowanie nastrojów u tzw. obywateli byłyby całkowicie w tym zakresie skuteczne.

Rynek pozbawiony informacji o coraz szybszym wyczerpywaniu się złóż roponośnych nie reagowałby przez kolejne miesiące i lata. W pewnym momencie ropy łatwo dostępnej po prostu by zabrakło. Przejście do świata bez ropy odbyłoby się w warunkach niezwykle głębokiego krachu cywilizacyjnego.

Naftowy szał cenowy pozwala się jako-tako przygotować. Pozwala na reorientację wszystkim uczestnikom gry rynkowej.

Nadymanie spekulacyjnej bańki naftowej może nam oszczędzić części kłopotów. Im ceny rosnąć będą gwałtowniej – tym gwałtowniej rynek szukał będzie substytutów i tym szybsze będą zmiany.


Leave a Comment